Kolejny raz tu wracam jak opętany – samotnością
nie boje się jej – taka już jej natura
wielkie oczy ma i kapryśna jak mało która
Ale mimo wszystko kusi swoim urokiem…

jutro wyznaczy nam nowy cel … nowe góry
samotny marsz przez śnieg – otulony muzyką
niezbadane szczyty, bezludnych wysp wyobraźni
ja pośród was wszystkich – człowiek pośród głazów.

Kamienna twarz wsłuchana w głośną ciszę przestrzeni
zmarnowana jej postura, oklapnięte jej ramiona
Samotność – taka pewna siebie, chce mnie wziąć
Ale kolejny raz się nie dam, bo nie …

coś pomaga mi tu trwać – nie wiem co, może ty…
świadomość bycia kimś, a może nieświadomość bycia
że niby jak żyć, gdy świat pędzi, nie czeka
może poranny sztach powietrza, może łyk wódki

natchnienie, perspektywa gór, ciągle do przodu
niosą mnie stopy, na kraniec świata, ja i ty
motyl i łzy, krokodyl i ćmy, widzisz w tym sens ?
ostatnie westchnienie, tak – ty to tylko wspomnienie.