Kolory

Czerwone usta, zatuszowane powieki
żółta wstęga przepasająca twe włosy
niebieska kokarda wpleciona w warkoczyk
uśmiechy, przenikające na wskroś oczy

pełne kolorów zjawy, uwięzione w fotografii
czarno – białe zjawy, pełne smutnych oczu
zakute w kajdany codziennej samotności
spoglądają na was z otchłani…

Nadziubdzianie

nadziubdziane słowa, nie sortowane zdania
sylabizowane spokojnie w myślach
otulające nieistotnie bieg rzeczy

wykrzyczane poematy, białe wiersze
wszechogarniająca melancholia
tyle słów, myśli, tyle nieudanych wersów

noce nieprzespane, bezsennie
senne naoczne zaczytanie
drastyczne pobudki rankiem o 11

dni nierzeczywistego odrealnienia
nadziubdziane nadzieją, wiarą
nadziubdziane codziennością

Czuje się głupcem …

Choćbym genialnym był, czuje się głupcem
choćbym słowa tak piękne wymawiał
być może duszę mam pustą

Choćbym ideologie stwarzał, czuje się głupcem
choćbym przekonywał i do nich namawiał
być może nie mam racji

Choćbym prawdy najprawdziwsze sprzedawał
czuje się głupcem …
Choćbym był głupcem, przepraszam
Nie gniewaj się na mnie

Depresjonuje się …

Miłości gdzież jesteś nie widzę cię

spoglądam na kwiaty usmiechem

nienawiści czemuś przyszła nie chce cię

spoglądam na niebo zamkniętymi oczyma

zagubionym oddechem łapie powietrze

łykam ile mogę, ciągle jeszcze chce żyć

oddycham może to ostatnie tchnienie

jeszcze mam nadzieje że coś zmienię

wczoraj byłem silny, dziś czuję się słaby

popadam w depresję mimo świadomośći

że mogłem zrobić wszystko co chciałem

znów czuję się sam …

 

Nieralne wschody słońca

Wyślizgane powietrze zakrzywionym podmuchem
rozwiało wątpliwości nierealnego bytu nicości
rozświetlona łuna wygiętego powietrza,
rozpędzona nieistotnie, do granic możliwości

wznosząca tumany pod przestrzennego kurzu
zawirowała w świadomości, monotonnej codziennośći
księżycowa ciemność rozświetlona mrokiem
przygaszona bezlitosnym, wschodem słońca

ciemność rozproszonego kwantu energi
wyodrębnionego z wewnętrznego drżenia
nieograniczona moc kawałka trytu
bezustanna reakcja życiowego nieistnienia


Trzeba to gówniane życie popchnąć dalej

Noc, rozchwiane senne łzy

noc, wspomnienia wódka i ty

nocą odchodzę ja, jak odeszłaś ty

wspomnienia senność, tęsknota gdzie jesteś ?

gdzie jesteś ty ?

 

Dzień, i dzienne marzenia

dzień, nieznośna trzeźwość istnienia

pobudka? nie wstaje ja, jak nie wstałaś ty

świt wskrzesza marzenia, gdzie jestem ?

gdzie jesteś ty ?

 

 

 

 

Urodziny

Kolejny dzień narodzin nieuchronnie odliczany
kolejne święto przez przyjaciół zapomniane
Już nie świętuje, nie liczę na życzenia
przecież i tak nie doczekam ich spełnienia

miłości radości szczęścia ,wszystkiego dobrego
któż z was życzył mi czegoś szczerego?
pieniędzy , prezentów, podarków
nie potrzebuję i bez nich lepszym się czuje.

Niczego nie chcę, chyba wszystko już miałem
poza sercem które tobie  oddałem…
z utęsknieniem oczekuje na jego spotkanie
lecz ono zapomniało do kogo należało

Uwznioślone natchnienie

Gdzieś pomiedzy niczym
w gwiezdnym pyle szukam sił
odnaleść je chce, odnaleść mogę je
siła, wiara, skupienie chce i coś zmienię

do przodu, do przodu idę
ruszam z pierwszego biegu
w krótce go zmienię, przyspieszę
dotrę do celu..

biegnę, biegnę  do słońca, obracam twarz
galopem przemierzam krainy
poznaje światy, wkraczam na wyżyny
zblizam się do szczytu uznania i zachwytu

ogarnia mnie cisza …
otula mnie wiatr …
czuje się wolny
odlecę jak ptak 

tele wiara

Omdlewam słuchając telewizji
kolejne kłamstwa obelgi
nie stworzone domysły 
sterowana wolność
kontrolowany przepływ 
nieszczera informacja

Oficjalni nie oficjalnie 
pojawiamy się w ich planach 
dobrze jak nic nie wiemy 
za wiedzę się płaci 
faszerowane mózgi
pustymi frazesami 

Siedzimy cicho, siedzimy wygodnie 
czas płynie powoli 
nie zmienia położenia 
nie zastanawiasz się nad sensem 
- istnienia….

wiedza jest kluczem 
do rozwiazania sprawy 
jednak nie dla nas dziś 
te boskie zabawy…

takie tam

nowy rok nowe nadzieje
stoje tu i głośno się śmieje
spoglądam w dal
zamknietymi oczyma
w piątą strone świata
lecz coś mnie tu trzyma

ostatnie westhnienie
księżycowe olśnienie
spoglądam w dal
za zamkniete oczy
chciałbym się zatrzymać
a życie się toczy

nadchodzi świt
to chyba  mit
spogladam w dal
rozkładam skrzydła
odlatuje w przestworza
nim wpadne do morza.